Aktualnie przeglądasz kategorię odchudzanie
Wyświetlam 11 - 12 z 12 notek

Dzień 1 – część 2

  • Napisane 21 sierpnia 2013 o 14:39

Ból, ból, ból i jeszcze raz ból. Ćwiczyłam w tempie Ewy i umieram. Nogi i ramiona ledwo się trzymają. Mam cichą nadzieję, że to tylko dobra oznaka tego, że ćwiczenia były dobrze wykonywane. Mimo bólu mam zamiar jeszcze dziś pojeździć na rowerku stacjonarnym oglądając przy tym „Z archiwum X”. Wtedy nie patrze co chwile na zegarek i nie zastanawiam się ile jeszcze. Po prostu jadę i oglądam :) W sumie jedyne czego się obawiam to tego, że skóra może nie wyrobić zmian i zostanie obwisła a tego nie chcę. W sumie nie bardzo wiem co robić, a na drogie masaże po prostu mnie nie stać tym bardziej, że chcę chodzić na Rolletic na uda i pośladki. A może to też można na brzuch? To wtedy nawet też bym się pokusiła. Pewnie do tego jakieś kremy i ponoć odrobina więcej białka tez dobrze zadziała. Z tym białkiem napisałam już do mojej dietetyczki czy to prawda, czy może coś wie. Mam trochę uraz do białka po tej diecie białkowej Dukana, nigdy więcej to była najgorsza dieta jaka mogła być. Pewnie fanki Dukana by mnie ukrzyżowały, fakt, że wtedy schudłam dużo ale co z tego jak moje nerki źle to zniosły. To znaczy nadmiar białka. Piłam dużo żeby nie było ale to i tak nie nie ochroniło mnie, również same siniaki mi wychodziły na ciele i był totalny brak siły. Tak czy siak szukam złotego środka na skórę. :)

XoXo

Dzień 1 – najtrudniejszy

  • Napisane 21 sierpnia 2013 o 11:11

Wszyscy mówią, że najgorszy jest zawsze pierwszy dzień. Czy to w nowej pracy, szkole czy też nowym miejscu zamieszkania. Dla mnie najtrudniejszym dniem  jest pierwszy dzień zmian, które chcę zacząć wprowadzać do swojego życia. Ten dzień nastał dzisiaj. Postanowiłam wziąć się za siebie, zebrałam siły i pragnę totalnie wywrócić swoje życie do góry nogami. Może najpierw krótka historia. Nie będę tutaj posługiwała się prawdziwym imieniem i nazwiskiem, mimo wszystko chcę aby ta informacja została anonimowa bynajmniej póki nie będę pewniejsza siebie. Mam (prawie) 25 lat i wyglądam jak mały słonik. Nie przesadzam… Mam 160 cm wzrostu i ważę xxx a no właśnie. Ważę sporo i to nie mieszczę się już w dwie cyfry. Moja waga to tak na prawdę problem od zawsze. Zacznę od początku. W podstawówce (10-12 lat) nie mogłam chodzić, miałam pewną chorobę kości (która jakimś cudem później „zniknęła” ale to inna historia). Leżałam w łóżku 2 lata, miałam indywidualne nauczanie. Wtedy też zaczęły się problemy z wagą, wiadomo brak ruchu robi swoje a przecież jeść musiałam. Po „cudownym ozdrowieniu” zaczęłam chudnąc w gimnazjum i było OK. Jednak w wieku 15 lat zostałam zgwałcona, nie wiem czy to przez podłoże psychiczne ale od tego momentu przestałam mieć miesiączkę. Hormony niestety zaczęły szaleć i pojawił się problem. Zaczęłam nagle tyć. Nie mogę tu zwalić winę tylko na to, ponieważ po gwałcie zamknęłam się w sobie i jedynym przyjacielem był mój komputer. Może nie siedziałam maniakalnie przed nim ale zamiast wyjść gdzieś, siedziałam w domu ze strachu, że gwałciciel wróci (został uniewinniony). Moja waga rosła w zastraszającym tempie mimo tego, że nie obżerałam się tłustym jedzeniem. Zazwyczaj jadam zdrowo. Jakiś czas temu źle jeden z lekarzy zdiagnozował moją chorobę jajników mówiąc mi, że to raczej rak (w mojej rodzinie są przypadki). Załamałam się. Nie chciałam nic nikomu mówić bo po co? Nadmieniłam tylko bliskim, że mam guzki w jajniku i muszę iść do szpitala na badania. Okazało się, że to nie rak. Jest to zespół policystycznych jajników. Po rozmowie z lekarzem doszliśmy do wniosku, że najpierw uraz psychiczny mógł doprowadzić do zatrzymania miesiączki, później to do tycia a następnie to do tej choroby. Chcę to zmienić. Poznałam bardzo fajną Panią dietetyk, która pomogła mi i ułożyła cudowne posiłki oraz – banalnie – doradziła mi systematyczne jedzenie. Podziałało jednak ja wiem, że samą dietą nie osiągnę celu. Jeździłam na rowerku, do tego zaczęłam więcej wychodzić jednak to za mało. Postanowiłam ćwiczyć. Jednak po wizycie w jednej siłowni uznałam, że chyba to nie dla mnie. Same szczupłe „laski” albo sami „pakerzy”. Czułam się nieswojo. Do tego znalazłam wymarzoną pracę – niestety pochłania ona 12h dziennie. Jak mam znaleźć złoty środek na ćwiczenia? Po kilkugodzinnym szperaniu na internetowych forach, dotarłam na jedno gdzie „grubaski” (same siebie tak nazywały) bardzo chwaliły ćwiczenia Ewy Chodakowskiej. Nigdy nie wierzyłam w ćwiczenia z „DVD” ale postanowiłam poczytać więcej na ten temat. Okazało się, że wiele z nich sumiennie ćwiczy z tymi płytami (jest kilka stopni trudności) i widzą efekty. Warunkiem jest, żeby robić te ćwiczenia starannie, dokładnie i systematycznie a nie tylko „odbębnić”. Wczoraj ściągnęłam sobie ćwiczenia dla początkujących – Skalpel. Próbowałam ćwiczyć już i muszę powiedzieć, że mimo chłodu jaki panuje w moim mieszkaniu poprzez deszczową pogodę po chwili byłam zalana potem. Dzisiaj, z racji tego, że mam dzień wolny planuję przejść przez cały trening. Od dziś aż do 55 kg planuję zmienić swoje życie! Koniec pisania idę podnieść dupkę i ćwiczyć!

 

PS: Podziękowania dla Dawida za podsunięcie piosenki „Dopóki jestem” Hans Solo. Czuję jak mnie energia rozpiera!